2018-03-16

25 FUNNY METAL, ROCK AND ROCK'N'ROLL MOVIES


Efekt mojego chorowania i chęci relaksacyjnego odmóżdżenia ruchomymi obrazkami. Założenie było takie – filmy z muzyką lub muzykami i nieszczególnie ambitną fabułą, za to zabawne chociaż trochę – komedie znaczy. Osobiście dostaję szczękościsku i niestrawności od musicali, czyli odpadły w przedbiegach, poważne filmy z muzyką typu „Dancer in the Dark” von Triera znają wszyscy, natomiast dokumentów o konkretnych gatunkach czy zespołach jest koszmarne zatrzęsienie. Nie jest to żaden ranking tylko ściąga dla tych którym zdarzy się wybitnie nudzić. W sumie 25 pozycji.

1979 „ROCK 'N' ROLL HIGH SCHOOL” – z muzyką i z muzykami The Ramones.

1980 „BLUES BROTHERS” – klasyka, nie ma sensu opisywać.
1984 „THIS IS SPINAL TAP” – czyli the art of trolling. Duży plus za grających aktorów i wkręcenie tak efektowne, że nadal są tacy, którzy wierzą, że kapela istniała przed kręceniem filmu. Historia o tyle ciekawa, że ekipa występowała na sporych festach jeszcze niedawno – Glastonbury 2009. Okazuje się, że aktor Michael McKean potrafi nieźle śpiewać i grać. Stonehenge i błądzenie po backstage zostają w pamięci, tak jak fraza "up to eleven" czy "these go to eleven". Komu mało to w 1992 powstał „A Spinal Tap Reunion: The 25th Anniversary London Sell-Out”, ponadto na YT jest filmik o trollowaniu Hetfielda i Hammeta na jakimś backstage. W sumie AC/DC, Spinal Tap i  Metallica stworzyć projekt pod szyldem Black Album Society. Film momentami przypomina smutny cokolwiek dokument o Anvil z 2008 roku, natomiast fikcją i późniejszymi losami „muzyków” przywodzi na myśl – patrz niżej.

1989 „LENINGRAD COWBOYS GO AMERICA” – fińska wersja Blues Brothers – fińska czyli nieco porąbana. Zespół który powstał wyłącznie na potrzeby filmu Kaurismäkiego, po czym zaczął żyć własnym scenicznym życiem, co osobiście potwierdzam, bo zdarzyło mi się ekipę od koszmarnych fryzur widzieć na żywo. Humor innego rodzaju, ale równie przyjemny. Nie ma jak wożenie na dachu auta zwłok basisty. Gdyby komu mało było są kontynuacje: „Leningrad Cowboys Meet Moses” 1994 i „Total Balalaika Show”.

1989 „BILL & TED'S EXCELLENT ADVENTURE” – jeżeli naprawdę nudzisz się człowieku, albo masz sentyment do filmu z lat szczenięcych polecam. Na moje filmu nie ratuje nawet George Carlin.
1991 „THE COMMITMENTS” – przyjemna historia irlandzkiego blues’a. Bo jakby kto nie wiedział, to Irlandczycy są czarnymi Europy. "Czy masz duszę? Jeśli tak, to najciężej pracująca kapela na świecie czeka na ciebie." Blues zdefiniowano w filmie jako muzykę ludzi ciężko pracujących, klasy robotniczej i nieważne, że większość składu rutynowo spotyka się w pośredniaku.
1991 „BILL & TED'S BOGUS JOURNEY” – jeżeli naprawdę nudzisz się człowieku, albo masz sentyment do filmu z lat szczenięcych polecam.

1992 „WAYNE'S WORLD” – z perspektywy czasu jakoś mniej zabawny niż kiedyś, pozostaje klasyczna scena headbangingu w aucie pod „Bohemian Rhapsody” Queen. A tak, była też druga część...

1994 „AIRHEADS” – film w którym sam Ian Fraser Kilmister czyli Lemmy osobiście przyznaje się tam do prowadzenia gazetki szkolnej. Poza Lemmym tym jest Rob Zommbie i muzycy White Zommbie, a film zasadniczo humor ma prosty konstrukcja cepa. Steve Buscemi w obsadzie zdecydowanie na plus.

1997 „PRIVATE PARTS” – jedyni muzycy to AC/DC na finale, ale sporo muzyki leci i jest faktycznie zabawny, na tyle na ile zabawny może być Howard Stern i uprawianie seksu przez radio, czy łykanie spermy szefa dla poprawy wymowy.

1998 „STILL CRAZY” – o tym jak to starsi panowie postanawiają wrócić na scenę, chociaż zasadniczo mają dość siebie nawzajem, ostawili dragi i chlanie i mało przejmują się perfekcją grania.

1999 „DETROIT ROCK CITY” – typowe kino dla nastolatków lub nie nastolatków wielbiących KISS najlepiej.

1998 "BLUES BROTHERS 2000" - już bez Johna Belushi niestety.

2000 „ALMOST FAMOUS” – historia o jakiej marzą małoletni fani – wybrać się z ulubionym bandem w trasę koncertową.

2001 „ROCK STAR” – kolejny film dla ekhm „młodzieży”, szału nie ma na nudę jak znalazł. Jest wątek romantyczny, naiwny i nieco rószoffy jak to główny bohater zostawia sławę, sex, drugs i rork’n’roll dla… Jennifer Aniston ekhm… ideałów znaczy.

2003 „THE SCHOOL OF ROCK” – cierpię na totalny brak tolerancji Jacka Blacka i tyle.

2006 „TENACIOUS D IN THE PICK OF DESTINY”– nadal Jack Black – brrr... Dla niektórych pozycja niemal święta ze względu na gwiazdy w obsadzie.

2008 „ROCKER” - Rainn Wilson gra pałkera, którego mało elegancko z kapeli wypieprzają koledzy i to w momencie jak kapeli zaczyna się powodzić gdzieś tam w kolorowych latach osiemdziesiątych. Opowieść o tym czym skutkować może dwadzieścia lat permanentnego wkur…zenia.


2009 „THE BOAT THAT ROCKED” – sporo muzyki jednak tylko w tle, na falach radia konkretnie. Lata sześćdziesiąte, ekipa pirackiej stacji radiowej nadającej audycje ze statku w czasach gdy BBC ograniczało nadawanie ‘demoralizujących’ gatunków muzycznych do max 45 min dziennie. Całkiem przyjemny film.
2010 „GET HIM TO THE GREEK” – Podstarzały fan ma dostarczyć swojego idola z Londynu na koncerty w Stanach. Po drodze jest banalnie: sex, drugs and rock’n’roll, ale hejterom jednego takiego zespołu na „M” niewątpliwie spodoba się "rola" Larsa Urlicha.
2011 „RONAL BARBAREN” - duńska krecha, której opis zaczyna się od "In the land of Metalonia, the demon Zaal is defeated by Kron, the world's mightiest hero." idealna dla fanów MANOWAR znaczy.

2013 „POP REDEMPTION” – film Made in France. Goście z jednej takiej mhrocznej jak zad Lucyfera kapeli blackmetalowej mają zagrać na Hellfeście w Clisson, jednak po drodze mają trochę problemów, na tyle poważnych, że przechodzą do partyzantki zmieniając nieco profil muzyczny… Fanom black metalu nie polecam, ze względu na chorobliwy brak dystansu, który skutkować będzie hejtem.

2015 „DEATHGASM” – jeżeli już przeleciałeś wszystkie pozycje i naprawdę nie masz żadnego pomysłu co obejrzeć. W skrócie: przywołany muzyką demon, szlachtowanie opętanych i nieśmiertelna piła łańcuchowa na ekranie spływającym obficie posoką.

Na deser – wszystkie filmy Kevina Smitha – tu jest zawsze zabawnie, nawet jeżeli nie ma wiele muzyki.
Na zachętę trochę Kinga Diamonda z "CLERKS 2"


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz